Przyjechał, pozamiatał, wyjechał. To tak w skrócie. A szerzej:
Wieczny tułacz w trakcie swojej Never Ending Tour dotarł do Berlina. Zaczął mocno, od niespodzianki - The Wicked Messenger. Wprawdzie akustycy podczas pierwszego utworu korygowali brzmienie, ale nie udało im się zepsuć numeru. Następnie Dylan wyszedł na środek, stanął przy mikrofonie uzbrojony tylko w harmonijkę i dmuchnął When I Paint My Masterpiece, potem dobrał sobie gitarę i zabrzdękał You Ain't Goin' Nowhere i w końcu wrócił do keyboardu, by z tego miejsca, z jednym wyjątkiem (Tweedle Dee & Tweedle Dum), zagrać resztę utworów.
W porównaniu z ubiegłorocznymi koncertami Dylan głosowo radził sobie lepiej. Nie owijajac w bawełnę - śpiewał, nie tylko mruczał i melodeklamował. Zespół też brzmiał lepiej. Świetnie wypadło My Back Pages (kolejna niespodzianka na setliście), zaskoczyła aranżacja Things Have Changed, a All Along the Watchtower przypominało wersję Hendrixa. Być może to nadinterpretacja z mojej strony, ale myślę, że w związku ze szczytem G-20 na koncercie pojawił się niegrany jeszcze w tym roku Workingman's Blues #2. Bisy prawie że standardowe, choć Blowin' in the Wind nie było łatwe do rozpoznania (gdyby nie słowa, mógłby być kłopot).
Oto jedyny dostępny (na razie) fragment wideło (b&w):
Setlista:
1. The Wicked Messenger
2. When I Paint My Masterpiece
3. You Ain't Goin' Nowhere
4. The Levee's Gonna Break
5. My Back Pages
6. Things Have Changed
7. Tweedle Dee & Tweedle Dum
8. Beyond the Horizon
9. Stuck Inside of Mobile With the Memphis Blues Again
10. Love Sick
11. Highway 61 Revisited
12. Workingman's Blues #2
13. Thunder on the Mountain
14. Like a Rolling Stone
Encore:
15. All Along the Watchtower
16. Spirit on the Water
17. Blowin' in the Wind
Skład:
Bob Dylan - keyboard, guitar, harp
Tony Garnier - bass
George Recile - drums
Stu Kimball - rhythm guitar
Denny Freeman - lead guitar
Donnie Herron - violin, banjo, electric mandolin, pedal steel, lap steel
2 komentarz/e/y: